crossing-over blog

Twój nowy blog

Rok

13 komentarzy

Tyle mija od mojej ostatniej aktualizacji. Trafiłam tu z powrotem z wiadomej przyczyny – smutku, tęsknoty, rozpaczy. To cierpienie ma dla mnie wiele znaczeń. Jest to jedyne miejsce gdzie mogę coś napisać i nie słuchać komentarzy: „oj, no uspokój się, nie przesadzaj”. Nawet nie wiecie jak mi jest przykro gdy to od „was” słyszę. Minęły 2 miesiące od kiedy Cię nie ma przy mnie.
Gdy to wspominam, oczy same mi puchną, wzrok zaczyna mi się rozmywać, a krystaliczne wodospady łez lecą mi po policzkach. Bez ustanku. To boli nadal mocno. I chyba już zawsze będzie.
Wiem też jednak, że po drugiej stronie jest Ci dobrze i jesteś szczęśliwy. I napewno się spotkamy, kiedy i ja przekroczę granicę tego świata.
Nawet nie wiesz jak mi Ciebie brakuje. Każda chwila była z Tobą bezcenna. Zawsze pełna uśmiechu, radości. Byłeś moim młodszym braciszkiem, najlepszym przyjacielem. Byłeś wszystkim.
Teraz jest tak pusto i smutno.
To było moje najcudowniejsze 7 lat życia. I lepszych mieć nie będę.
Przepraszam Cię za to, co się stało. Jestem pełna wyrzutów sumienia. Mogło stać się inaczej. To wszystko działo się tak szybko.
Pisząc to wszystko zalewam się łzami. Łzami miłości, tęsknoty, cierpienia, wyrzutów sumienia i wspomnień, które zawsze będę mieć w serduszku.
Jeżdżąc sama samochodem, wiem, że siedzisz za mną z tyłu. Rozglądasz się dookoła, pytając mnie: gdzie dzisiaj jedziemy? Słyszę dzwoniący identyfikator, przepiękny dźwięk gdy układasz się znużony na kanapie, gdyż znasz tą trasę na pamięć.
Wyrzutów sumienia się nigdy nie pozbędę.
Ale dziękuje, że byłeś! Dla mnie.
I będziesz. Jeszcze. Kiedyś.
Kocham, pamiętaj! Bądź tam grzeczny.

TĘCZOWY MOST

Dokładnie ta strona Nieba jest zwana Tęczowym Mostem. Kiedy zwierzę umiera, udaje się w to specjalne miejsce, które dla nas pozostających tutaj jest niedostępne.

Są tam łąki i wzgórza dla wszystkich naszych Wyjątkowych Przyjaciół, więc mogą razem bawić się i biegać. Jest mnóstwo jedzenia, wody i słońca – nasi Przyjaciele żyją w cieple i dostatku. Wszystkim zwierzętom, które były chore i stare zostaje przywrócone zdrowie i wigor; ranne i okaleczone zostają uzdrowione i są znowu silne, dokładnie takie, jakie pozostały w naszych wspomnieniach i w snach z dni minionych.

Są tam szczęśliwe i zadowolone, z wyjątkiem jednej, małej rzeczy: każde z nich tęskni za kimś wyjątkowym, za kimś kto pozostał. Razem bawią się i biegają, ale przychodzi taki dzień, kiedy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego błyszczące oczy patrzą uważnie; jego ciało zaczyna drżeć. Raptem oddziela się od innych, leci przez zieloną trawę, szybciej i szybciej… Poznał Cię! I kiedy Ty i Twój Przyjaciel wreszcie się spotkaliście, przytulacie się do siebie w radości ponownego połączenia – nigdy nie będziecie rozdzieleni. Deszcz szczęśliwych pocałunków na Twojej twarzy, ręce tulą ukochaną głowę, znów patrzysz w te ufne oczy, które tak dawno odeszły z Twojego życia, ale na zawsze pozostały w sercu… Razem przechodzicie przez Tęczowy Most…

Paul C. Dam „The Rainbow Bridge”

Jesieni nie widać, słoneczko przygrzewa, jest cieplutko. Czasem miło jest postać chwilę w takim słonku. Można się rozmarzyć o wakacjach, błogim leniuchowaniu. Niestety u mnie tak jak od czerwca ciągle wita praca. Niestety gdy z każdym dniem ubywa mi moich ostatnich dni, które tylko teoretycznie mogę nazwać „wakacjami” robi mi się strasznie przykro. Patrzę na znajomych, którzy odpoczywają lub dobrze się bawią, gdzie ja niestety nie. To pewnie zazdrość, ale czemu tu się dziwić?
W zeszłym tygodniu moja uczelnia łaskawie podała plan zajęć na ten semestr. Niestety wyprorokowałam sobie siedzenie kilka dni w tygodniu od rana do wieczora. Mam nadzieję, że chociaż poznam ciekawych i miłych ludzi, a zajęcia mnie zaciekawią i zainteresują do dalszego chodzenia na studia. Mam nadzieję, że diabelska wizja moich rodziców o moim chodzeniu do pracy się nie ziści, bo nie chciałabym rezygnować ze studiów. Ale jednego i drugiego w ciągu jednego dnia nie pogodzę. Mam nadzieje, że się to w czasie jakoś rozlezie, a najlepiej jak zniknie i pęknie jak bańka mydlana.
Jedyne, co ostatnio wprawiło mnie w pozytywny nastrój to pierwsza w moim życiu nagroda. Wygrałam w konkursie bon do sklepu (wcale nie spożywczaka) i to nawet dość spory. Szkoda tylko, że na buty i do tego jeszcze takie, które mnie nie interesują. Ale sam fakt wygranej, zdobycia czegoś jest bardzo łechcący i poprawiający humor.

Wszystko już za mną. Najgorsze miesiące pewnie całego mojego życia są już za mną. Wszelkie matury, rekrutacje i temu podobne należą do przeszłości i mogę się już tylko z tego śmiać. Od 1 października czas rozpocząć kolejny etap życia, choć pewnie w rzeczywistości będzie podobny do lat wcześniejszych. Choć liczy się samo przejście się w ten magiczny studencki okres. Mam nadzieję, że studia nie zawiodą moich oczekiwań, tak jak ja zawiodłam siebie podczas wyboru kierunków na studia. Może jednak tak musiałoby być. Może nawet lepiej wyjdę jak skończę „ten” kierunek. To wszystko wyjdzie w praniu. Ale jestem dobrej myśli.
Jednak jedną rzecz spełniłam. Jestem profesjonalną stylistką paznokci. Musiałam ciężko popracować i się pouczyć wielu rzeczy, ale było warto. A, co najważniejsze, udało mi się! Nie mówiąc już, jaka to była frajda dla mnie! I dobre odprężenie podczas tych perypetii rekrutacyjnych. Podtrzymywało to mój stosunek do życia na poziomie dodatnim.
Najbardziej dziękuje Tobie skarbie, że byłeś ze mną, nawet jak byłam dla Ciebie okrutna i podła. Kiedy dochodziłam na skraj rozpaczy i nerwicy to właśnie Ty mnie wtedy tuliłeś do siebie i mówiłeś, że wszystko będzie dobrze. Choć w to nie wierzyłam, miałeś absolutną rację. Dziękuję!

Nieuchronnie po dwóch miesiącach pracy poprzeplatanej z króciutkimi wakacjami nadchodzą wyniki matur. Już w przyszłym tygodniu się okaże. Nerwy mnie powoli zżerają. Po nocach śnią się matury. Chciałabym mieć to już za sobą. Naprawdę. Jednak po tym będzie kolejne oczekiwanie na wyniki naborów na studia. Chyba te moje upragnione i wymarzone wakacje nie mijają tak jak chciałam. Nie wspominając już, że polegają na ciągłym czekaniu, stresowaniu się, co będzie jutro. Na szczęście mój ukochany jest bardzo cierpliwy i pomaga mi odeprzeć lęki maturalno-studenckie. Uff.
Mam nadzieję, że wyniki mnie zadowolą…

Mmm

3 komentarzy

Wszystko się pięknie układa. Ostatni rok szkoły został zakończony, wiosna pełną parą, motylki w brzuszku u mnie także latają. Sądze, że lepiej nie mogłam sobie wymarzyć weekendu majowego. Spędze go z ukochanym i książkami (co do tego nie ma wątpliwości, a jeśli będzie inaczej to dam się wychłostać).
Byłoby tak dobrze, gdyby tylko nie matura, która doprowadza mnie „już” do obłędu. Przechodzę częste załamania, dzięki Bogu, że szybko z nich wychodzę. Przeraża mnie myśl o nie zaliczeniu matury, lub o kiepskim wyniku, który nie umożliwi mi pójścia na wymarzone studia. Im bliżej „dead line’u” tym trudniej mi zasnąć, trudniej myśleć o czymkolwiek innym niż nauka. Odprężenie się jest cięższe niż zazwyczaj, gdyż traktuję je jako stratę czasu.
W głowie tylko myśl o nauce, powtórkach, testach, prezentacjach… następnie moi przyjaciele i piwko, to połączenie potrafi mnie w dość szybki sposób ukoić.
Uff puff. Z dnia na dzień czas ucieka…
Jeszcze tylko 6 dni… (może aż?)

Życie!

Brak komentarzy

Wszystko w okół mnie jest cudowne! Czuję wiosnę w pełni nie tylko na zewnątrz, pośród promieni słońca i trawi zieleniejącej się, lecz także w głębi mnie odżywa jakieś małe nasionko, które zostało posadzone. Radość mnie przepełnia, matura nie wydaję się być już taka straszna. Razem zawsze wszystko łatwiej się znosi, tak milej. Mam ogromną nadzieję, że tym razem nie ulotni się to jak bańka mydlana, lecz skończy jak wiele pięknych dzięcięcych bajek: żyli długo i szczęśliwie. Dzięki niemu mam ochotę przenosić góry, śmiać się aż do łez, biegać i podskakiwać w koło. Obudziła się we mnie siła, która drzemała tyle czasu we mnie. Nareszcie żyję. Życie moje staje się Niebem.
A może ja już jestem w Niebie?

Dwa tygodnie urlopu minęły szybciej niż zdążyłam zauważyć. Gorące piaski, szum oceanu i trzebiot ptaków tropikalnych znika z mej głowy. Niestety zastępuje je szum zimnego wiatru w uszach, uczucia przegrzania od kilku warstw ubrań i niezastąpione buty, którymi ślizgam się po lodzie. Nieuchronnie powróciła nauka, która nie odstępuje mnie siedem dni w tygodniu. Powoli znów wdrażam się w tryb zaharowywania się na śmierć, do zaśnięcia nad książkami nad ranem. Ale niegługo to minie, 2 miesiące i wakacje powrócą. Więc ostatni czas w mojej karierze mogę się pouczyć w szkole.
Co do hawajskiego humoru, który powoli ze mnie schodzi oglądając przyrodę do okoła, ale dzięki pewnym osobom utrzymuje się on czasem świetnie. Tego mi brakowało właśnie przez dwa tygodnie. I myślę, że wolę być tu z wami wszystkimi niż sama na gorącej wyspie.

Bez zmian?

1 komentarz

Czas leci nieubłaganie, zaraz skończą się matury próbne. Wigilia tuż tuż. Nie mówiąc już o sylwestrze i studniówce. Ahh, mam ochotę by moje życie wreszcie się uspokoiło, a nie jak zwykle było mi na przekór.
Sylwester, jak co roku, bez planów. Studniówka, bez partnera, nie wiem w rezultacie z kim iść. Nie wiem z kim będę się najlepiej bawić, z kim chciałabym ten szczególny wieczór spędzić. To jasne, że mam kogoś na oku, ale czy ten wybór miałby sens? Ehh.
Zastanawiam się czy ostatnio cokolwiek wiem. Takie dziwne uczucie.

Na przekór

2 komentarzy

Czy człowiek może sobie wmówić pewne zachowanie, oślepić się dla własnego dobra? Wydawało mi się, że tak. Że jeśli tylko bardzo się tego chciało, można było zmienić swoje zachowanie, poglądy, postępowanie, lub nieszczęśliwą miłość na całkiem inne tory. Teraz sobie uświadamiam, że to była fikcja, którą sama tworzyłam, która tak naprawdę nie istnieje. To wszystko gdzieś nadal tkwi we mnie w środku, chociaż pod władaniem moim, co ułatwia mi zwykłe życie. Wciąż mi on głowę zaprząta. Ciągle chcę o nim myśleć.
Straszne jest gdy człowiek sam prowadzi się na zatracenie, w przepaść. Świadom swojej bezsilności i absurdalności uczuć, które nigdy nie będą odwzajemnione w ten sam sposób.
Jednak bezwzględu na świadomość tego wszystkiego dalej będę w sobie uparcie to tłumić, aż może pewnego dnia zniknie, i on i uczucie z nim związane…
Dziwnie jest mówić, co innego niż się myśli. Przypomina to, conajmniej rozdwojenie jaźni.

Śnieg

Brak komentarzy

Pierwsze w tym roku opady śniegu. Nie przesadzając, dzisiaj zaledwie pruszył. Lecz uświadamia nas to, że nieuchronnie zbliża się do nas zima. Już trochę mi brakowało zimy, tej bieli wszędzie dookoła. Jednak dzisiejszy przenikliwy ziąb szybko zmył z mojej głowy tą bańkę mydlaną. Preferuję jednak lato, nie ma, co ukrywać.
Ostatnio bycie singlem zaczęło dobrze robić na mój stan zdrowia psychicznego. Powracam dość często do mojego szalonego charakteru, który w większości zatraciłam. Staram się uśmiechać do ucha do ucha, być szczęśliwa tam gdzie inni się smucą, przekazać im promyk radości. Nawet podczas sesji 4-godzinnej na biologii potrafię zachować zimną krew i śmiać się z przestrzeni, która mnie otacza. Choć przyjaciółki obok się śmieją ze mnie, może nawet nie rozumieją tego, ale ja znów cieszę się życiem. Naprawdę. Staram się je znów czerpać pełnymi garściami. Może nawet ostatnio zbyt dużą garść wzięłam? Nie powiem. Nie żałuję. Odpowiada mi chyba taki układ jaki jest do tej pory.
Jednak dni mijają, a ja nadal nie wiem z kim pójdę na studniówkę. Ciężki orzech do zgryzienia mam. Nie wiem, a może po prostu nie mogę się zdecydować? Innym razem się nad tym zastanowię!
Póki, co nie marnując czasu, wracam do nauki.


  • RSS